Ukryta neurobiologia współczesnej edukacji
Cykl: „Neuroróżnorodność w każdej szkole” — część 2
Jeszcze niedawno większość trudności szkolnych interpretowano głównie przez pryzmat zachowania, motywacji lub wychowania. Dziecko było „niegrzeczne”, „nadpobudliwe”, „leniwe”, „rozkojarzone” albo „zbyt emocjonalne”. Tymczasem współczesna neuronauka i psychologia środowiskowa pokazują coraz wyraźniej, że ogromny wpływ na funkcjonowanie uczniów ma samo środowisko szkolne.
Wiele dzieci funkcjonuje dziś w szkołach, które nieświadomie przeciążają ich układ nerwowy przez większość dnia.
To nie jest metafora. To fizjologia.
Szkoła to środowisko bardzo intensywne poznawczo i społecznie. Dla części uczniów codzienne funkcjonowanie w takim otoczeniu oznacza stały wysiłek regulacyjny — szczególnie jeśli ich układ nerwowy jest bardziej wrażliwy na bodźce lub szybciej się przeciąża.
Problem polega na tym, że przeciążenie sensoryczne bardzo rzadko wygląda tak, jak wyobrażają sobie dorośli.
Nie zawsze oznacza krzyk. Nie zawsze oznacza wybuch emocji.
Często wygląda jak: trudności z koncentracją, „odpływanie” podczas lekcji, drażliwość, zmęczenie, agresja, wycofanie, nadmierne pobudzenie, ciągłe poruszanie się, unikanie szkoły, bóle głowy,
bóle brzucha, problemy ze snem, przeciążenie emocjonalne po powrocie do domu.
Wielu uczniów przez cały dzień szkolny nie znajduje się w stanie optymalnym dla uczenia się. Znajduje się w stanie przetrwania.
Szkoła została zaprojektowana dla „uśrednionego” układu nerwowego
Większość współczesnych szkół projektowano w czasach, gdy wiedza o funkcjonowaniu sensorycznym człowieka była bardzo ograniczona. Priorytetami były:
- ekonomia przestrzeni,
- możliwość nadzoru,
- łatwość organizacji,
- maksymalizacja liczby uczniów,
- standaryzacja,
- kontrola grupy.
Nie projektowano szkół pod kątem:
- regulacji układu nerwowego,
- funkcji wykonawczych,
- neurobiologii stresu,
- przeciążenia sensorycznego,
- różnic neurologicznych,
- regeneracji poznawczej,
- ergonomii sensorycznej.
Efekt jest taki, że wiele współczesnych szkół działa jak środowiska wysokiego pobudzenia neurologicznego.
Dla części uczniów — szczególnie neuroróżnorodnych — oznacza to codzienne funkcjonowanie w warunkach fizjologicznie wyczerpujących.
Mózg nie ignoruje przestrzeni
Jednym z największych błędów myślenia o edukacji jest przekonanie, że przestrzeń stanowi jedynie „tło” procesu nauczania.
Neuronauka pokazuje dziś jednoznacznie: środowisko fizyczne nieustannie wpływa na pracę układu nerwowego.
Układ nerwowy człowieka przez cały czas skanuje otoczenie.
Dr Stephen Porges — twórca teorii poliwagalnej — opisał mechanizm neurocepcji, czyli nieświadomego oceniania środowiska pod kątem bezpieczeństwa lub zagrożenia.
Mózg nieustannie zadaje pytania:
- Czy to miejsce jest bezpieczne?
- Czy mogę się tu rozluźnić?
- Czy muszę być w gotowości?
- Czy za chwilę wydarzy się coś nieprzewidywalnego?
- Czy mam kontrolę?
- Czy mogę się wycofać?
Jeśli środowisko jest:
- głośne,
- chaotyczne,
- nieprzewidywalne,
- przepełnione,
- wizualnie agresywne,
- pełne nagłych bodźców,
układ nerwowy może przechodzić w tryb obronny.
I właśnie w takim stanie wiele dzieci próbuje się uczyć matematyki, pisać sprawdziany i regulować emocje społeczne.
Szkoła jako środowisko permanentnego alarmu sensorycznego
Współczesna szkoła bardzo często łączy niemal wszystkie czynniki przeciążające układ nerwowy jednocześnie.
Uczeń doświadcza równolegle wielu obciążeń: intensywnej stymulacji społecznej, dużej liczby bodźców, ciągłego przełączania uwagi, presji czasu i konieczności nieustannego reagowania na otoczenie. Dla części dzieci jest to środowisko bardzo wymagające neurologicznie.
Dla mózgu oznacza to ogromny koszt energetyczny.
Szczególnie u dzieci:
- z ADHD,
- w spektrum autyzmu,
- wysoko wrażliwych,
- z zaburzeniami lękowymi,
- z trudnościami integracji sensorycznej,
- z przeciążeniem emocjonalnym,
- po traumie,
- z osłabionymi funkcjami wykonawczymi.
To właśnie dlatego część uczniów po kilku godzinach w szkole wraca do domu całkowicie wyczerpana neurologicznie.
Hałas — najbardziej niedoceniany problem współczesnej edukacji
Spośród wszystkich czynników środowiskowych hałas jest najlepiej przebadanym stresorem szkolnym.
Badania Gary’ego Evansa z Cornell University wykazały, że dzieci funkcjonujące w hałaśliwych środowiskach szkolnych mają:
- wyższy poziom kortyzolu,
- większe problemy z koncentracją,
- gorszą pamięć roboczą,
- niższą motywację,
- większe zmęczenie poznawcze.
Dla dzieci neuroróżnorodnych skutki są często wielokrotnie silniejsze.
Problemem nie jest wyłącznie głośność. Bardzo dużym problemem jest pogłos.
W wielu szkołach dźwięk odbija się od:
- twardych podłóg,
- ścian,
- sufitów,
- dużych przeszkleń,
- pustych korytarzy.
Mózg musi nieustannie oddzielać właściwy komunikat od nakładającego się echa.
Dla uczniów z ADHD, dysleksją, ASD lub trudnościami językowymi oznacza to ogromne dodatkowe obciążenie poznawcze.
Uczeń nie tylko słucha nauczyciela. Uczeń jednocześnie walczy z akustyką pomieszczenia.
W praktyce oznacza to, że część dzieci zużywa ogromną ilość energii neurologicznej wyłącznie na próbę zrozumienia mowy.
A przecież szkoła oczekuje jeszcze:
- koncentracji,
- zapamiętywania,
- regulacji emocji,
- kontaktów społecznych,
- wykonywania poleceń,
- kontroli impulsów.
To trochę tak, jakby próbować pisać egzamin podczas remontu.
Korytarze szkolne — ukryte źródło przeciążenia
Jednym z najbardziej przeciążających miejsc w wielu szkołach są korytarze.
Szczególnie podczas przerw.
Z perspektywy neurobiologii korytarze szkolne są środowiskiem wysokiego pobudzenia. Duża liczba ludzi, szybki ruch, intensywne bodźce społeczne i brak możliwości wycofania się powodują, że dla części uczniów przerwy stają się bardziej wyczerpujące niż same lekcje.
Dla części dzieci przerwa nie jest regeneracją. Jest kolejnym źródłem przeciążenia.
To dlatego wielu uczniów:
- unika korytarzy,
- chowa się w toaletach,
- zostaje w klasie,
- izoluje się,
- chodzi samotnie,
- zakłada słuchawki,
- doświadcza gwałtownego wzrostu napięcia przed dzwonkiem.
Szkoły bardzo często interpretują to jako problem społeczny. Tymczasem bywa to problem neurologiczny.
Chaos wizualny — przeciążenie, którego dorośli często nie widzą
Wiele szkół przez lata rozwijało model bardzo intensywnych wizualnie przestrzeni edukacyjnych. Kolorowe gazetki, liczne dekoracje, plakaty, komunikaty i materiały dydaktyczne miały tworzyć środowisko kreatywne i angażujące.
Problem polega na tym, że mózg nie ignoruje tych bodźców.
Badania Sabine Kastner z Princeton University pokazują, że nadmiar informacji wizualnych obniża zdolność filtrowania bodźców i utrudnia koncentrację.
Dla uczniów z ADHD każdy nowy bodziec może „przechwytywać” uwagę. Dla uczniów autystycznych nadmiar detali może powodować przeciążenie percepcyjne.
W praktyce oznacza to, że dziecko siedzące w klasie bardzo często:
- nie widzi jednej tablicy,
- widzi kilkaset konkurujących ze sobą bodźców.
Mózg musi nieustannie decydować:
- co jest ważne,
- co można zignorować,
- na czym należy się skupić.
To ogromny koszt poznawczy.
Szczególnie jeśli dziecko ma osłabione mechanizmy filtrowania uwagi.
Światło, które męczy mózg
W debacie o edukacji niezwykle rzadko mówi się o jakości światła.
Tymczasem światło wpływa nie tylko na widzenie. Wpływa również na:
- rytm dobowy,
- poziom kortyzolu,
- poziom serotoniny,
- poziom pobudzenia,
- koncentrację,
- zmęczenie,
- regulację emocjonalną.
W wielu szkołach uczniowie spędzają większość dnia pod intensywnym, zimnym światłem LED o wysokiej luminancji.
Część opraw dodatkowo migocze.
Choć migotanie często jest niewidoczne świadomie, układ nerwowy nadal je rejestruje.
Badania Arnolda Wilkinsa pokazują, że osoby:
- z migrenami,
- ADHD,
- ASD,
- trudnościami uczenia się,
- nadwrażliwością sensoryczną,
mogą być szczególnie podatne na negatywne skutki migotania światła.
Objawy bywają bardzo różne — od bólu głowy i zmęczenia po trudności koncentracji, drażliwość czy wzrost pobudzenia.
Do tego dochodzi jeszcze problem braku naturalnego światła.
W wielu szkołach:
- korytarze są pozbawione okien,
- klasy są niedoświetlone,
- uczniowie spędzają większość dnia w sztucznym oświetleniu.
Z punktu widzenia biologii człowieka jest to sytuacja nienaturalna.
Ciągła gotowość społeczna — ukryty koszt szkoły
Szkoła to nie tylko środowisko poznawcze. To również środowisko permanentnej ekspozycji społecznej.
Wielu uczniów przez 6–8 godzin dziennie funkcjonuje niemal bez możliwości:
- pobycia samemu,
- wyciszenia,
- obniżenia napięcia społecznego,
- odpoczynku od obserwacji,
- wycofania się.
Dla części dzieci kontakt społeczny jest bardzo obciążający neurologicznie.
Nie dlatego, że „nie lubią ludzi”.
Dlatego, że interakcje społeczne wymagają ogromnej ilości przetwarzania:
- mimiki,
- tonu głosu,
- hierarchii grupowej,
- oczekiwań społecznych,
- przewidywania reakcji,
- maskowania emocji,
- kontroli zachowania.
Dziecko może być wyczerpane nie tylko lekcjami. Może być wyczerpane samym nieustannym byciem wśród ludzi.
To szczególnie widoczne u:
- uczniów autystycznych,
- wysoko wrażliwych,
- dzieci lękowych,
- uczniów maskujących trudności,
- dziewczynek w spektrum autyzmu.
Szkoła bardzo rzadko oferuje przestrzenie realnej regeneracji społecznej.
Problem braku kontroli
Jednym z najważniejszych czynników wpływających na poczucie bezpieczeństwa układu nerwowego jest kontrola nad środowiskiem.
Tymczasem uczeń w szkole bardzo często ma minimalny wpływ na:
- poziom hałasu,
- światło,
- temperaturę,
- miejsce siedzenia,
- liczbę bodźców,
- kontakty społeczne,
- możliwość wycofania się,
- długość ekspozycji,
- organizację przestrzeni.
Układ nerwowy znacznie lepiej toleruje nawet intensywne bodźce, jeśli człowiek ma poczucie wpływu.
Brak kontroli zwiększa stres.
To dlatego tak ważne stają się dziś:
- strefy wyciszenia,
- różnorodne miejsca pracy,
- możliwość wyboru,
- elastyczne siedzenie,
- przestrzenie regulacji,
- ciche nisze,
- przewidywalność środowiska.
Dlaczego dzieci „wybuchają” dopiero po szkole?
To jedno z najczęstszych pytań rodziców.
„W szkole podobno było dobrze. A po powrocie do domu następuje eksplozja.”
Z perspektywy neurobiologii ma to głęboki sens.
Wiele dzieci przez cały dzień szkolny maskuje przeciążenie, kontroluje zachowanie i próbuje dostosować się do wymagań środowiska społecznego.
To ogromny wydatek energetyczny dla mózgu.
